//////

Archive for the ‘My z Warszawy’ Category

LORENTZOWIE

  1. Osiadli w Warszawie od trzystu lat ludzie o nazwi­sku Lorentz zajmowali się różnymi profesjami, a wszystkie wykonywali z pasją. Działalność przed­stawicieli kolejnych pokoleń — często w całkowicie odmiennych dziedzinach — zwracała na nich uwagę opinii publicznej, budziła uznanie lub sprzeciw. Lorentzowie byli m.in. rzemieślnikami, nauczycie­lami, historykami sztuki. Wielu z nich odnotowały zaszczytnie kroniki stolicy. Okres mityczny historii warszawskich Lorentzów trwał około stu lat, a zaczął się w drugiej połowie XVII wieku. Wtedy to prawdopodobnie jeden z przodków opuścił południową Szwecję, by przenieść się na drugą stronę Bałtyku. Należy być jednak ostrożnym z twierdzeniem o szwedzkim pochodzeniu rodziny, jako że prowincja Skone (Skania), skąd przy­byli, należała do 1657 roku do Danii.

No Comments »

SZUKANIE CHRONIENIA

  1. Byli Lorentzo­wie być może Duńczykami, którzy nie zaakceptowali wyników Wojny Północnej i aneksu do Szwecji, i — jak to wówczas na porządku dziennym bywało — szukali schronienia w liberalnej Polsce. Lorentzów można spotkać do dziś w Szwecji, Danii, Niem­czech — bez obawy popełnienia większego błędu wol­no więc zaryzykować tezę o nadbałtyckim gnieździe rodu. Jedynym śladem owego legendarnego etapu dzie­jów była przechowywana przez wiele pokoleń, a zagi­niona w pierwszej wojnie światowej, siedemnasto­wieczna złota moneta z wizerunkiem Karola Gustawa.Czym trudnili się nad Wisłą pierwsi przybysze ze Skanii, nie wiadomo. 

No Comments »

ZANOTOWANE PRZEZ MAGIERA

  1. Dopiero Antoni Magier w swej sławnej „Estetyce miasta stołecznego Warszawy”, w rozdziale „Życie gospodarcze”, na str. 251 zanoto­wał: Za Augusta III fabryk kapeluszy w Warszawie me było, gdyż wszyscy latem i zimą chodzili w czapkach. Około r. 1770 zaczęli osiadać i małe fabryki zakładać kapelusznicy: Kowisch, Stubert, Lorentz Zeteberg, Fliis i Jędrzej Bacher, dziś jeszcze, w reku 1832, w wieku lat 85 żyjący. Około roku 1780 cech kapelusz- niczy dopiero za wiadomością Wiednia, Berlina i Drezna do stolicy wprowadzony i od króla panują­cego przywilejem stwierdzony został. Najpierwszym starszym cechowym był Lorentz”.

 

No Comments »

PRODUCENCI KAPELUSZY

  1. Tak więc od kiedy ludzie przestali wreszcie chodzie w czapkach, pojawili się producenci kapeluszy, wsrod nich Fryderyk Lorentz, znakomity rzemieślnik i pier- wszy starszy cechu. „Ci kapelusznicy pisze da ej Magier — trudnili się dużo stosowaniem kapeluszy, składając je na trzy rogi, który to kształt powszech­nie był używanym. Nie pierwej jak w roku 1781 za­częto nosić kapelusze okrągłe, z płaskimi dnami… Ujawnijmy od razu, że aż trzech kolejnych Lo­rentzów trudniło się kapeluszniczym zawodem i ze wszyscy mieli na imię Fryderyk. Wycofali się z inte­resu w połowie XIX stulecia, na długo przed ponow­nym schyłkiem kariery tego rodzaju męskiego nakry­cia głowy.

No Comments »

W OKRESIE EMIGRACJI

  1. W okresie „emigracji” Lorentzów do odległego o sto kilometrów od Warszawy Radomia zakończył się więc pierwszy ważny — rzemieślniczy — etap dziejów ro­du, a rozpoczął się etap kolejny — nauczycielski. Pierwsi Lorentzowie troszczyli się o to, co ludzie mają na głowach — następni skupili uwagę na za­wartości tych głów. Zachowały się podkolorowane pocztówki dwupię­trowego budynku szkoły handlowej, którą wzniósł od fundamentów i — wraz z internatem — uruchomił w Radomiu Karol Ludwik Lorentz. Wysokie szta­chety, balkoniki, dziewiętnastowieczne okna — kiedy patrzy się na to całe dostojeństwo, słychać echo dwój stawianych z rozmachem w uczniowskich dzienniczkach.

No Comments »

ENERGIA JEDNEGO CZŁOWIEKA

  1. Powstała poważna szkoła i dość elitarny internat. „Diennik dla wszystkich” zanotował wtedy: „To, cze­go nie mogli czy nie chcieli wspólnymi siłami doko­nać obywatele miasta, dokonała energia jednego człowieka. Cudownym trafem przetrwał dwujęzyczny prospekt (najpierw po polsku, potem po rosyjsku) pt. „Warun­ki dla pensyonarzy 7-do klasowej szkoły handlowej K. Lorentza w Radomiu”. Czytamy tam m.in., że każdy pensyonariusz obowiązany jest mieć. 1) W a sne łóżko żelazne i pościel… 4) Łyżkę, nóz, widelec i łyżeczkę (platerowaną) z inicyałami, 5) Trzy pary obuwia (znaczone nazwiskami)… 11) Książki 1 mate- ryały piśmienne wydaje codziennie w oznaczonych godzinach jeden z PP guwernerów”.

No Comments »

DZIAŁANIE SZKOŁY

Kilka lat zaledwie działała szkoła — początkowo trzy-, a następnie siedmioletnia — w Radomiu. W 1896 założona, w 1900 przeniesiona do nowego gmachu, w 1901 zamknęła swe podwoje. Karol Lud­wik popadł w konflikt z władzą carską. Odmówił żą­daniom zaangażowania rosyjskiego (obok francuskie­go i niemieckiego) wychowawcy. Sprawa oparła się najpierw o kuratorium, a następnie o ministerstwo w Petersburgu, dokąd właściciel szkoły osobiście się udał. Przegrał Lorentz tę batalię, odebrano mu pra­wa, szkoła została zamknięta. W „Kurierze Warszaw­skim”, pod nagłówkiem „Skrzynka do listów”, uka­zała się następująca korespondencja: „Szanowny Re­daktorze! Szkoła moja otwarta została we wrześniu 1900 roku (…)

No Comments »

PO PORAŻCE

  1. W styczniu r.b. za Nr 29, zapropono­wano mi zmianę kilku punktów tej ustawy. Ponieważ na żądanych warunkach nie mógłbym szkoły prowa­dzić, zmuszony byłem zawiadomić ministerjum, że na zmianę ustawy zgodzić się nie mogę, skutkiem czego szkoła istnieć przesiała. K. Lorentz”. Prasa rosyjska zauważyła wtedy na marginesie „afery”: „Rebelianctwo w Polsce”. Po porażce rebeliant przeniósł się do Warszawy. Było to już po ślubie z Marią Schoen i po urodzeniu się syna, Stanisława. Tu postanowił kontynuować raz rozpoczętą linię aktywnego pedagoga. Przyjął więc przede wszystkim propozycję Wojciecha Górskiego objęcia stanowiska wicedyrektora czołowej szkoły stołecznej przy ulicy Hortensji 2. 

No Comments »

NIEPOROZUMIENIE

  1. Do pierwszej wojny światowej Lorentz, wobec częstego zapadania Gór­skiego na zdrowiu, faktycznie współkierował szkołą. Karol Lorentz jako pedagog był bardzo wymagający, ale nie pozbawiony zmysłu humoru. Z przymrużonym okiem patrzył na karykatury profesorów, rysowane przez ucznia gimnazjum Górskiego, Jerzego Szwaj- cera, i bronił go przed gniewem karykaturowanych. Inny dowód: przez dłuższy czas powtarzano rozmowę Lorentza z uczniem Rasiem, chłopcem żywym i nie­zdyscyplinowanym. Gdy napomnienia nie pomagały, Karol Ludwik kazał Rasiowi sprowadzić do szkoły ojca. Raś bronił się, że ojciec jest bardzo zajęty i przyjść nie może. L.: „A co robi twój ojciec? R.: „Oj­ciec ma «Niespodziankę»”. L.: „Ojciec dopiero będzie miał niespodziankę, gdy się dowie, jak ty się sprawu­jesz w szkole”.Nieporozumienie wyjaśniło się potem. .

No Comments »

RESTAURACJA

  1. Właśnie po­wstał na placu Mokotowskim ówczesny „drapacz chmur”, ośmiopiętrowy dom, na którego szczycie Raś- -ojciec założył restaurację pod nazwą „Niespodzian­ka”.) Choć funkcja, którą pełnił u Górskiego Ludwik Lo­rentz (z biegiem lat używał tylko jednego imienia), była i zaszczytna, i odpowiedzialna, ambicje pedagoga sięgały dalej. W roku 1918 otwiera w Warszawie przy ulicy Brackiej 18 — w gmachu, który przetrwał ostat­nią wojnę i powstanie — własne ośmioklasowe gim­nazjum humanistyczne. Raz jeszcze, dzięki energii jednego człowieka, powstała wybitna placówka wychowawczo-naukowa.W szkole Lorentza wykładali znakomici nauczycie­le, z których wielu zostało następnie profesorami wyż­szych uczelni. Wśród nich Stanisław Ossowski, Ja­nusz Woliński, Stanisław Helsztyński, Ludwik Rajew- ski, Bronisław Wieczorkiewicz, Stanisław Lorentz.

No Comments »

WP Login